Klątwa rodu Paloczych z Niedzicy

Przez trzysta długich lat zamek w Niedzicy znajdował się w posiadaniu szlacheckiej rodziny Horvathów z Palocsy, zwanych potocznie Paloczymi. W roku 1858, po śmierci ostatniego męskiego potomka rodu, zamek przeszedł jako wiano Kornelii Horvath w ręce familii Salamonów. Właśnie wtedy usychać zaczął rosnący przy zamku rozłożysty dąb. Drzewo konało przez dziesiątki lat i w roku 1950 runęło podczas burzy. Nie byłoby pewnie w tej historii nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że losy dębu w niewytłumaczalny sposób związane były z historią Paloczych. Jak chce lokalna legenda, śmierć drzewa miała przynieść ze sobą koniec panowania tego rodu w Niedzicy. Początki klątwy sięgały ponoć czasów, gdy panem na zamku został pierwszy z familii, Jerzy Horvath. Człowiek był to okrutny i zły - gnębił przymierających głodem chłopów i bezwzględnie domagał się odpracowania pańszczyzny. Niepokornych zamykał zaś w lochach, gdzie zamkowi kaci poddawali ich straszliwym torturom.

Pewnego razu do Niedzicy przybył cygański wóz. Podróżujący nim stary Cygan z żoną i dzieckiem oraz urodziwa młoda dziewczyna nie spodobali się złemu panu, który nakazał hajdukom przepędzić przybłędów. Starzec oraz jego żona i dziecko zostali zabici, po młodej Cygance wszelki ślad jednak zaginął. Zamkowi słudzy szukali dziewczyny w całej okolicy, lecz ich wysiłki okazały się daremne i szybko o całej sprawie zapomniano. Nie na długo! Pewnego dnia, gdy Jerzy Horvath hucznie obchodził narodziny długo wyczekiwanego syna, doszło do dziwnego zdarzenia. Niedzicki pan ujrzał z zamkowych murów zaginioną Cygankę tańczącą wśród okolicznych pól. Magnat wraz z sługami wyszedł do niej, lecz dziewczyna nic sobie z tego nie robiła. Gdy mężczyzna podszedł jeszcze bliżej, Cyganka rzekła: „Na zgubę twego rodu zasadziłam w ziemi żołądź. Wyrośnie z niego okazały dąb, lecz gdy uschnie, zginie też twój ród”. Rozwścieczony zuchwałością dziewczyny Horvath nakazał ją pojmać, lecz i tym razem słudzy nie zdołali jej pochwycić. Cyganka rozpłynęła się jak mara. Jakiś czas później nieopodal zamku z ziemi wystrzeliły wątłe gałązki dębu. Hardy pan, choć śmiał się z cygańskiej klątwy, nakazał jednak w tajemnicy, aby słudzy bacznie pilnowali młodego drzewa i otoczyli je płotem. Dąb przez kolejne wieki wyrósł na silne drzewo, lecz gdy zaczął usychać, nadszedł też kres rodu Paloczych. 

Przez lata w Niedzicy można też było usłyszeć inne wersje tej historii. Jedna z nich opowiada o zbójnikach, którzy słysząc wciąż o okrucieństwach Jerzego Horvatha, postanowili zabić złego pana. Kara za tę zbrodnię spadła jednak nie na sprawców, lecz na przypadkowych, niewinnych ludzi, wśród których był też miejscowy gajowy. Niesłusznie oskarżony mężczyzna zasadził w ziemi  dębowy kij i rzucił na ród Paloczych śmiertelną klątwę. Z kija wyrosło z czasem potężne drzewo, które po latach przyniosło zgubę właścicielom zamku. Kolejna historia mówi z kolei, iż ofiarą zbójników padł nie Jerzy Horvath, lecz jego syn – Michał. Ciało zabitego zostało podrzucone w pobliżu pustelni i oskarżenie o mord z miejsca padło na mieszkającego w niej eremitę. Nieszczęśnik zapłacił za nie swoje winy głową, a jego duch zaczął nawiedzać prawdziwego mordercę. Dręczony zbójnik przyznał się więc do winy i w akcie skruchy ufundował kaplicę. Tuż przy niej wsadził w ziemię dębowy kij, z którego szybko wyrosło obciążone klątwą drzewo. Jeszcze inna opowieść wspomina natomiast o robotnikach, którzy dla Jerzego Horvatha wykuwali studnię w skale. Nie wytrzymali oni jednak trudów morderczej pracy i porzucili złego pana. Wściekły magnat postawił nieszczęśników przed sądem i zapowiedział, że daruje im winy tylko wtedy, gdy przy zamku wyrośnie drzewo do góry korzeniami. I ku zaskoczeniu wszystkich – takie drzewo wyrosło. Był to dąb zwiastujący kres rodu Paloczych.  

Opracowano na podstawie: „Szlakami legend pienińskich”, Grażyna Królikiewicz, Zygmunt Kruczek, Warszawa - Kraków 1982 oraz „Legendy Pienin”, Urszula Janicka-Krzywda, Kraków 1996.