Górskie szlaki i via ferrata w Pieninach - na czym polega ratownictwo wysokościowe kurs ITRA i kto go potrzebuje?

2027-09-22
  • Ćwiczenia z ratownictwa wysokościowego na kamiennej ścianie

Kto chodzi po Pieninach, zna ten moment: szeroka leśna ścieżka nagle się zwęża, pod butami pojawia się wypolerowany wapień, a obok barierka albo po prostu przepaść nad Dunajcem. To niewielkie góry, ale z charakterem. Sporo osób, które zaczynały od Trzech Koron i Sokolicy, po kilku sezonach kupuje uprząż z lonżą i jedzie na ferraty w Alpy albo Dolomity. Z tej perspektywy pytanie o to, kto i jak ratuje ludzi z pionowego terenu, przestaje być teoretyczne.

Od szlaku do ściany - inny rodzaj wypadków

Na zwykłym szlaku poszkodowany najczęściej leży na ścieżce. Ratownicy mogą do niego podejść, opatrzyć go, ułożyć na noszach i znieść. Na ferracie, w skalnym żlebie czy na wąskiej półce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ktoś wisi w lonży po odpadnięciu, ktoś utknął w połowie drabinki, bo zablokował go skurcz albo panika, ktoś spadł kilka metrów niżej na półkę, na którą nie da się zejść pieszo.

W takich miejscach samo dotarcie do człowieka wymaga lin, stanowisk i sprzętu, a później trzeba go jeszcze przetransportować: w górę, w dół albo w poprzek ściany. Każdy z tych kierunków to inna technika. Improwizacja kończy się zwykle tym, że poszkodowanych robi się dwóch.

Do tego dochodzi czas. Zanim zespół dojdzie pod ścianę z kompletem sprzętu, mija często godzina albo więcej, a człowiek wiszący w uprzęży nie może czekać w nieskończoność, bo zawieszenie bez ruchu szybko zaczyna być groźne dla krążenia. Dlatego ratownicy linowi ćwiczą swoje manewry tak długo, aż zbudowanie stanowiska i systemu wyciągowego zajmuje minuty, a nie kwadranse. W wąskich wąwozach i na skalnych grzędach, jakich w Pieninach nie brakuje, do tego dochodzi mała przestrzeń do działania i śliska skała po deszczu.

Czym jest ratownictwo wysokościowe według standardu ITRA

ITRA, czyli International Technical Rescue Association, to międzynarodowa organizacja zajmująca się technikami ratownictwa linowego. Jej system szkoleń jest skierowany do ludzi, którzy już pracują na linach lub w ratownictwie i chcą robić to według spójnych, sprawdzalnych procedur. Egzamin przeprowadza niezależny asesor organizacji, a certyfikat jest ważny przez 3 lata.

Program dzieli się na trzy poziomy. Level 1 (Responder) to członek zespołu, który zna podstawy technik linowych, buduje proste stanowiska i systemy zysku mechanicznego, obsługuje nosze i wie, jak dotrzeć do poszkodowanego w trudnym terenie. Level 2 (Technician) jest w zespole specjalistą: stawia podwyższone punkty stanowiskowe na trójnogach, składa rozbudowane systemy wyciągowe i przygotowuje nosze do transportu w wielu kierunkach. Level 3 (Advanced) koordynuje całą akcję, także taką, w której potrzebna jest tyrolka albo niestandardowe rozwiązania.

Jak wygląda kurs w praktyce

Jeśli ktoś wpisuje w wyszukiwarkę frazę ratownictwo wysokościowe kurs itra, zwykle chce wiedzieć trzy rzeczy: ile to trwa, czego wymaga i czy da radę. Kurs trwa 5-6 dni, z czego 4-5 to zajęcia, a ostatni dzień jest egzaminacyjny. Część teoretyczna jest krótsza niż praktyczna, bo większość czasu spędza się przy stanowiskach, noszach i linach, powtarzając manewry aż do płynności.

Wymagania są dość proste do sprawdzenia: ukończone 18 lat, dobra kondycja i brak przeciwwskazań zdrowotnych. Na liście wykluczeń są m.in. choroby serca, wysokie ciśnienie, epilepsja i omdlenia, lęk wysokości i zawroty głowy, zaburzenia równowagi oraz cukrzyca. Nie jest to kurs dla zupełnie początkujących. Przyda się wcześniejsze doświadczenie w pracy na linach, bo instruktorzy nie uczą od zera, jak zawiązać ósemkę czy obsługiwać przyrząd zjazdowy.

Cena takiego szkolenia w polskich ośrodkach akredytowanych przez ITRA wynosi około 4200 zł, a niektóre umożliwiają płatność w ratach.

Kto naprawdę potrzebuje takiego szkolenia

Najczęściej na kursy ITRA trafiają:

  • strażacy z jednostek PSP i OSP, którzy mają w rejonie działania ściany skalne, wysokie budynki lub obiekty przemysłowe,
  • ratownicy górscy i członkowie grup ratownictwa wysokościowego,
  • technicy dostępu linowego z uprawnieniami IRATA, którzy w pracy muszą zapewnić plan ewakuacji dla własnego zespołu,
  • osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo na farmach wiatrowych i w zakładach, gdzie pracuje się wysoko nad ziemią.

Turysta idący w weekend na Sokolicę takiego certyfikatu nie potrzebuje. Warto jednak, żeby wiedział, że na ferracie w razie wypadku pomoc nie przyjdzie tak szybko, jak na zwykłym szlaku, bo ratownicy muszą najpierw zbudować cały system, zanim w ogóle dotkną poszkodowanego. To dobry powód, żeby na trudniejsze trasy zabierać sprawdzony sprzęt, kask i kogoś, kto wie, co robi.

Polecane artykuły